„Anioł Stróż”, który ma na koncie tysiące przeciętych pępowin
Czasem zasypiam w nocy z poczuciem, że słyszę odgłos bijącego serca dziecka – wyznaje Małgorzata Citak. Położna oddziałowa bloku porodowego w Medikorze. Pracuje w zawodzie od 35 lat. Nie prowadzi statystyk ale śmiało przyznaje, że dzięki jej pomocy na świat przyszły już tysiące dzieci.
Jak zaczęła się Pani przygoda ze służbą zdrowia? I skąd pomysł na to, żeby zostać położną?
Trudno powiedzieć czy był to świadomy wybór. Kiedy człowiek jest młody nie do końca jest pewien czy podejmuje słuszną decyzję. Mnie pomogła mama, która podpowiedziała mi żeby pójść w tym kierunku. Za jej radą zdecydowałam się na szkołę dla położnych. Po 35 latach pracy muszę przyznać, że był to trafny wybór, Jestem zadowolona z tego co robię, a tu gdzie jestem całkowicie się realizuję. Po dziś dzień bardzo przeżywam swoją pracę. Czasem zasypiam w nocy z poczuciem, że słyszę odgłos bijącego serca dziecka.
Gdzie przyjęła Pani pierwszy poród?
W Szpitalu Specjalistycznym im. Jędrzeja Sniadeckiego w Nowym Sączu, Tu rozpoczęłam pracę i kontynuowałam ją przez wiele lat. Nie pamiętam już jak to dokładnie przebiegało ale mogę powiedzieć, że każdy poród przeżywa się na równi z pacjentką, która rodzi. Szybko „wbiłam” się w ten zawód i wcześnie objęłam samodzielne dyżury na bloku porodowym.
Ciąże mnogie. Pewnie było ich sporo?
Oczywiście. Dawnej nawet odbierałam takie porody, bo nie było wskazań do cięcia cesarskiego, tak jak teraz. Rodzi się wtedy podwójne szczęście.
Opanowanie i zimna krew to chyba podstawa w tym zawodzie?
Często słyszę od ludzi, że nie mogliby pracować w tym zawodzie ale z czasem człowiek „wsiąka” w swoją pracę i nabywa odporność. Dlatego widok krwi mnie nie przeraża ani nie paraliżuje. W tej pracy człowiek musi być spokojny i stonowany, Wielu rzeczy nie można po sobie pokazać, szczególnie wtedy, gdy dzieje się coś niepokojącego. Trzeba być bardzo bystrym i przenikliwym, żeby przewidzieć pewne sytuacje. Bardzo ważna jest też empatia. Musimy być z pacjentką. Nie weźmiemy na siebie jej bólu ale możemy jej w tym bólu ulżyć.
Porody teraz, a 35 lat temu. Dostrzega Pani dużą różnicę?
Ogromną, Były to lata 80-te i porodów było bardzo dużo, nieporównywalny był też standard w jakim rodziły panie. Zdecydowanie mniej było też położnych. Panie rodzą teraz jak w co najmniej trzygwiazdkowym hotelu. Nie tak dawno w odwiedziny do naszej pacjentki przyszła pewna pani, która stwierdziła, że dziś „można po ludzku rodzić”. Dosłownie tak się wyraziła. Poza tym teraz większość porodów to porody rodzinne. Panie bardzo rzadko rodzą same, bez swoich partnerów. Zdarza się, że towarzysza im nawet mamy albo siostry.
Zdarzało się przeciąć pępowinę?
Dawniej tylko położne przecinały pępowinę. Od kiedy weszły porody rodzinne, wtedy tę rolę przejęły osoby towarzyszące. Czasem zachęcamy nawet, by sama mama ją przecięła. Jeśli nie chce, wtedy ją wyręczamy. Są to jednak sporadyczne przypadki,
Tych odebranych porodów pewnie się już nie liczy…
Za tyle lat pracy były ich na pewno tysiące.
Praca położnej to nie tylko sala porodowa?
Oczywiście, że nie. Jest jeszcze cały oddział położniczy i izba przyjęć. Mimo to zawsze najlepiej czułam się i nadal czuje na bloku porodowym. Zajmuję się również organizacją pracy, układaniem grafików, nadzoruję pracę bloku porodowego. Wszystko musi grać i niczego nie może brakować.
Mam wrażenie, że jest Pani „Aniołem Stróżem”, który potrafi uspokoić, gdy człowiek jest zdenerwowany i dodać otuchy, gdy wydaje się, że jest źle…
Takie jest nasze zadanie. Rozmowa z pacjentką jest bardzo ważna. Trzeba ją mobilizować, mówić, że da radę nawet jeśli mówi, że nie ma już siły. Później pacjentki bardzo mi dziękują i podkreślają, że przetrwały to dzięki mnie. Takiego psychologicznego podejścia do pacjenta nie uczy żadna szkoła. Nabywa się go z czasem wraz ze zdobytym doświadczeniem. Tak już mam, że potrafię psychologicznie prześwietlić drugą osobę. Wiem, że moje koleżanki mają podobne odczucia.
Łatwiej rodzi się własne dzieci, kiedy ma się takie doświadczenie jak Pani i odebrało się już tyle porodów?
Czy jest prościej? Trudno powiedzieć. Rodziłam dość łatwo i nie mam złych wspomnień z porodów, a mam trójkę dzieci. Pamiętam, że kiedy na świat przychodziły moje dzieci, nie myślałam o bólu ale może to też wynikać z tego, że mam wysoki próg bólowy.